wtorek, 19 grudnia 2006

Linie horyzontu

W końcu wzięłam się za rozpoczęty dawno temu, jeszcze w lipcowe upały obrazek Claytona. Powstaje bardzo powoli, bo wracam do domu tak zmęczona, ze nawet nie chce mi się dłubać igiełką w kanwie. Ale w przypadku tego okręgu mam satysfakcję, bo powoli przeszłam do etapu, który uwielbiam - z obrazka zaczynają wyłaniać się linie horyzontu i całość zaczyna mieć ręce i nogi.

1 komentarz: