poniedziałek, 2 lipca 2007

Tajemnice przepastnej torby

Wywołana do tablicy spieszę ujawnić wszystkie tajemnice mojej torebki. Zazwyczaj przemieszczam się z dość pokaźną torbą. Jeśli zmieniam ją na mniejszą, to o dziwo, udaje mi się w niej upchnąć wszystko to, co ledwo mieści się w tej dużej. Nie wiem, czy moje rzeczy maja cudowną moc kurczenia się, ale coś w tym musi być.

W torebce mam zawsze legitymację dziennikarską ( i to jest jedyny dokument, który noszę ze sobą) oraz notes z czymś do pisania. Mam też słuchawki, które mogę podłączyć do telefonu i posłuchać RMF Classic, robię to jednak tylko wtedy, gdy w autobusie bądź tramwaju siedzi jakiś wyjątkowo upierdliwy osobnik słuchający głośno czegoś, czego nie nazwałabym muzyką. Zazwyczaj zwracam komuś takiemu uwagę i proszę o ściszenie, ale tylko wtedy, gdy ten ktoś siedzi obok. W innych wypadkach izoluję się słuchając klasyki.

Nigdy nie ruszam się z domu bez co najmniej 5 szminek, błyszczyków i innych mazideł. W torebce walają się różne ich odcienie, pasujące do każdego stroju. Oprócz tego mam podręczny zestaw do makijażu z lustereczkiem - maleńkie puzderko, ale ze wszystkim - cieniami, pudrem, różem. Zawsze mogę poprawić urodę. Mam też maleńką pastę do zębów i szczoteczkę.

Oprócz tego po torbie wędrują chusteczki higieniczne, proszki przeciwbólowe, cukierki w razie nagłego spadku cukru, guma do żucia, klucze do mieszkania, telefon i parasoleczka.

Aha, zawsze mam przy sobie saszetkę z jedzeniem dla kotów. Mam taki dar, że gdziekolwiek się nie pojawię, zaraz na horyzoncie pojawia się jakiś kotek wart nakarmienia:)

A na fotce moja ukochana wyjściowa torebka. Pochodzi ze wspaniałego domu mody i jest ponadczasowa. Uwielbiam ją i zawsze zabieram ze sobą do teatru i na koncerty:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz