niedziela, 12 sierpnia 2007

Nie mam już ogródka:(

Przed 17 nad Warszawą przeszła nawałnica. Dawno już nie widziałam takiej burzy. Zdążyłam zabrać z tarasu patchwork, kota i swoją robótkę, zgarnęłam też jedwabną kieckę w chińskim stylu, która dosychała w cieniu i zaczęło się na dobre. Z reguły nawałnica mnie nie przeraża, ale dzisiaj to było coś innego. Szanowna pani Burza w mgnieniu oka posłała mój ziołowy ogródek w kosmos. Nie ma już bazylii, z której jeszcze dziś rano rwałam listki do sałatki, z lawendy i rozmarynu zostały smętne szczątki:( Wszystko zostało połamane, rozbite, a taras utonął w błocie... Sprzątnięcie tego bałaganu zajęło mi prawie godzinę, moje wkurzenie spotęgował jeszcze fakt, że krótko przed burzą zrobiłam sobie śliczny, precyzyjny manicure, który teraz licho wzięło.

Sytuacja została jednak opanowana, teraz siedzę i relaksuję się, wyszywając Hawajkę z serii dzieciaczków Heritage (na dobrą sprawę dopiero zaczęłam dłubać igłą w kanwie). Powinnam właściwie wyszywać baletniczkę na Kołderki za Jeden Uśmiech, ale mój wzorek z tą tancerką diabeł ogonem zakrył i nie chciało mi się go dziś szukać.
Zaś kocia po stresującym dniu pełnym burz, spadających doniczek i ulewnego deszczu robi właśnie to, co lubi najbardziej...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz