środa, 5 grudnia 2007

Kubusiowe conieco

I znowu opuściłam się w pisaniu bloga. Nie było mnie tu ponad tydzień. Już nadrabiam, obiecuję:)

Wesele przeżyłam, ale ani odrobinę nie zapałałam sympatią do tego typu uroczystości. Poszczęściło mi się z fryzurą i makijażem - przy okazji czesania włosów w zgrabny koczek załapałam się na bezpłatny pokaz makijażu znanej firmy kosmetycznej i kobitka umalowała mnie tak, jak sama w życiu bym nie potrafiła. Wyglądałam prześlicznie. Fotkę wstawię, jak tylko dostanę takową od nowożeńców:) Bo sama aparatu na ślub i wesele nie brałam, bez niego miałam sporo obowiązków.

Mam dla Was super nowinę - 18 stycznia otworzę wystawę swoich haftowanych prac. Odbędzie się ona w bibliotece na moim osiedlu, a ja już mam lekką tremę. Sporo pracy przede mną - muszę powybierać dzieła, pomyśleć nad sposobem ich ekspozycji, porobić zaproszenia...

Póki co, wróciłam do wyszywanki z Kubusiem Puchatkiem i baryłką miodu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz