poniedziałek, 3 maja 2010

Jak sie nie ma, co się lubi...

... to się lubi, co się ma. Kto przeprowadzał się do nowego mieszkania zapewne wie, ile pieniędzy idzie na jako takie urządzenie wnętrza. U mnie wciąż jeszcze wielu mebli brakuje, sporo jest na liście marzeń, a że nie chcę zadowalać się byle czym, muszę jakoś wykorzystać to, co mam do czasu, aż uzbieram cały wór pieniędzy:) Szafki w kuchni zostawiła poprzednia właścicielka. Były niezniszczone, więc chociaż ani kolor ani styl mi nie pasował, wciąż stoją i mi służą. Jednak nie byłam w stanie znieść ich koloru - brudno, szaro-beżowo-różowego odcienia. Uchwyty aż świeciły złotym blaskiem... Paskudztwo.
 
Wzięłam się zatem do roboty, w ruch poszedł papier ścierny, pędzel i resztka farby w odcieniu jaśminowej bieli. Co prawda farby starczyło mi na dolną część zabudowy i góra wciąż straszy, ale co się odwlecze, to nie uciecze. Jutro dokupię puchę farby i biorę się za górne drzwiczki. Tak prezentują się moje szafeczki teraz. Muszę jeszcze tylko wymienić blaty na jaśniejsze i zabudowa posłuży przez jeszcze jakiś czas. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz