wtorek, 22 lutego 2011

Patchworkowa praktykantka

Dzisiaj coś dla ducha, nie dla ciała:) Dość dawno temu wpadły mi w ręce książki Jennifer Chiaverini. Tu jest jej strona (KLIK KLIK). Kupiłam kilka z nich, zaczęłam czytać i odłożyłam. O czym są książki Jennifer? O patchworku, patchworkowych tradycjach, twórczych babkach, które się spotykają, snuja opowieści i szyją, szyją. Teraz czytam "The Quilter's Apprentice" czyli w wolnym tłumaczeniu "Patchworkową praktykantkę". Książka opowiada o młodej mężatce Sarah, która wraz z mężem przyjeżdża do małego miasteczka. Mąż zajmuje się przywracaniem danej świetności ogrodowi wokół pewnej posiadłości, zaś Sarah bezskutecznie szuka pracy. W końcu Sylvia Compson, stara właścicielka posiadłości Elm Creek Manor proponuje jej, że w zamian za pomoc w sprzątaniu domu nauczy ją szyć patchworki. A nikt ich nie szyje tak, jak szyła Sylvia. Co będzie dalej, nie powiem. Niestety, nie pocieszę Was - w Polsce jeszcze żadnemu wydawcy nie przyszło do głowy, żeby wydać cała serię książek o Elm Creek. Zatem póki co dostępne są jedynie w języku angielskim. Na pocieszenie macie tu króciutkie tłumaczenie pierwszej wizyty Sarah w lokalnym sklepiku patchworkowym:

"Sarah rozejrzała się w poszukiwaniu nazwy i uśmiechnęła się widząc czerwony szyld, na którym złoconymi literami napisano Grandma's Attic. (...) weszła do sklepu. Półki uginały się pod ciężarem bel tkanin, nici, różnorakiej galanterii i narzędzi ustawionych pod ścianami i zajmujących większą cześć podłogi. W tle rozbrzmiewała celtycka muzyka. Pośrodku sklepu, przy wielkim stole do cięcia tkanin gawędziło wesoło kilkanaście kobiet. Jedna z nich zerknęła na Sarah i uśmiechnęła się do niej. Sarah odwzajemniła uśmiech, podeszła do lady stojącej przy frontowym oknie i uznała, że patchwork z bliska jest jeszcze piękniejszy. Zaczęła zastanawiać się, czy pasowałby na ich łózko.
"Widzę, że nasz Lone Star przyciągnął do nas kolejną osobę" przerwał jej rozmyślania miły głos. Sarah odwróciła się i zobaczyła tę samą kobietę, która wcześniej uśmiechała się do niej. (...)
"Ta narzuta nazywa się Lone Star? Jest przepiękna"
A że autorka książek jak widać się nudzi, projektuje też tkaniny inspirowane opowieściami z książek, można je obejrzeć tutaj (KLIK KLIK). Tkaniny te projektuje firma RJR, którą bardzo lubię, bo chyba tylko oni mają w swojej ofercie mnóstwo kwietnych wzorów, delikatnych i barwnych łączek, które aż proszą, żeby z nich szyć letnie sukienki. Zobaczcie zresztą, jakie tkaniny są w kolekcji, która była zainspirowana ogrodem w Elm Creek Manor:




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz