niedziela, 10 czerwca 2012

Buziaki ze Stocka!

Kochani, mam dla Was trochę fotek prosto z mojego ukochanego miasta - ze Sztokholmu. Wędrowałam sobie w piątek uliczkami Gamla Stan, sztokholmskiej starówki, powoli zapadał już zmierzch, a ja fotografowałam wystawy przez szybkę. Strasznie lubię oglądać te okienka szwedzkie, pełne światła, zaaranżowane ze smakiem i z ogromnym poczuciem humoru. Okazuje się, że chyba największą frajdę sprawiają mi właśnie takie samodzielne włóczęgi, bez współtowarzyszy, których często bolą nogi, głowy, chcą oglądać coś zupełnie innego niż ja. Zaliczyłam te muzea, które chciałam zaliczyć, spędziłam mnóstwo czasu (i wydałam trochę za dużo:/) w sklepach z rękodzielniczymi materiałami (ale o tym będą kolejne notki, przygotujcie się na wyprawę do craftowego raju już jutro, ja jeszcze chodzę jak otępiała oglądając moje łupy), wypiłam kawkę tam, gdzie chciałam, więc wyprawa udana.

Aggaw, igieł szukałam, ale nie znalazłam nawet tam. Będę się rozglądała gdzie indziej, pamiętam o Tobie!

Właśnie, od jedzenia zacznę opis tej fotograficznej wystawy, bo w Stocku zawsze wracam do pewnego miejsca, gdzie zawsze podają wspaniały kozi ser grillowany na toście, z miodem i orzeszkami. Przepraszam, że na fotce już nadgryziony, ale przypomniałam sobie o zrobieniu zdjęcia, przeżuwając pierwsze kęsy:) Głodna byłam po tym samolotowym jedzeniu!
A to chyba najsłynniejszy szwedzki deserek - czekoladowa kula. Kaloryczna jak piorun, bo składa się prócz kakao, wiórków kokosowych i płatków owsianych oraz z chrupiącego w zębach cukru - z masła. Po dwóch kęsach byłam już zasłodzona po uszy.
Okienka ze Starówki. Na początek - Trzej muszkieterowie w wydaniu szwedzkim.
 I filcowane sowie dzieci przycupnięte na gałązce.
 Tu aż pachniało morzem.
Wnętrze gablotki w jednym z moich ulubionych sklepików - The Animals Lovers Store. Maja tam przez cały rok bajeczne ozdoby choinkowe, karuzele za szalone pieniądze i cudne świąteczne figurki.

 

Do mody wracają materiałowe abażury, ten był chyba z batystu, super pomysł i szybki do wykonania.
Szyld, ale nie wiem, co reklamował.
Muffinki rządzą, dotarły nawet do Sztokholmu.
A tu wystawowa bitwa.
 Kolejny super pomysł - świecąca kwietna girlanda. Wystarczą choinkowe lampki i sztuczne kwiaty.
W tych abażurach o kształcie klatek zakochałam się od razu. Niestety, mimo że walizkę miałam całkiem sporą, nijak bym żadnego z nich tam nie zmieściła.
Kolejne "szmaciane" lampki.
Drewniaki w typowy szwedzki motyw, drogie jak licho, ok 250 zł za parę
Muminki są wszędzie!
Przykład szwedzkiego designu, poczucia humoru i funkcjonalności - uchwyt na papier toaletowy:)

2 komentarze:

  1. Fajnie zobaczyć te fotki w takiej dużej rozdzielczości. Zazdroszczę weekendowego wypadu!

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się, że o mnie pamiętasz :-) Fantastyczne relacje (ta konikowa też) i czekam z niecierpliwością na następne :-)
    Pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń