piątek, 6 lipca 2012

Góry, góry...

Musicie mi wybaczyć, że zasypuję Was jakimiś wystawami, podróżami, a nie pokazuję nowych dzieł. Nie pokazuję, bo niewiele powstało w tym tygodniu. Upał mnie dobijał, ja zdecydowanie jestem zimnolubna, chyba stąd moja miłość do Skandynawii. W takich temperaturach jak ostatnio po prostu jestem nieżywa. Na szczęście w domu mam względnie chłodno, nie powstrzyma mnie to jednak przed założeniem klimatyzacji w następnym sezonie (w tym już żadna firma nie zdąży, dzwoniłam dziś do kilku, za późno się obudziłam).
Przez cały wieczór szukam na dyskach wzoru obrazka, który kiedyś zrobiłam z Wenus Botticelliego i diabeł ogonem nakrył ten wzorek:/ Jednak znalazłam w pewnym folderze całą kopalnię skarbów  - zdjęcia niektórych moich haftów z czasów, kiedy byłam jeszcze w liceum, oglądałam z ojcem "Beverly Hills 90210" i w tym czasie wyszywałam. Postanowiłam co jakiś czas je pokazać na blogu.
Na pierwszy ogień - seria górska ze starego numeru Susanny kupowanej w Empiku za szalone jak dla licealistki pieniądze. Każdy obrazeczek ma 10x10 cm, wyszywany był nienumerowaną jeszcze wtedy Ariadną. Jak ja tego dokonałam, że kolory za bardzo nie gryzą się między sobą (a wtedy nie miałam kart kolorów, nie było przeliczników mulin w necie - zresztą net wtedy dopiero raczkował!), to nie wiem. Ale obrazki są całkiem fajne!
Zastanawiam się tylko.... co się z nimi stało, u kogo z rodziny są, bo u mnie ich brak:/







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz