wtorek, 31 lipca 2012

Ona ma oczy niebieskie

Ona czyli Amelie:) Jak już pisałam w poprzednim poście, zostałam zmotywowana odpowiednio i UFOk z Amelią został wzięty na warsztat. Lubię wzorki Heritage. Są z reguły piękne, wyglądają jak akwarele, ale nie tylko za to je cenię. Są też przejrzyste, nawet symbole, które stosują w swoich czarno-białych schematach są wyraźne, łatwo odszukać dany symbol na całym wzorze, więc wyszywa się je z przyjemnością. Powiem Wam, że zrobiłam już tyle wzorów Heritage Stitchcraft, że z daleka jestem w stanie je rozpoznać, ba, wystarczy czasami pokazać mi kawałek schematu, a ja już wiem, kto się za nim kryje:)
Ale miało być o Amelii. Amelię wyszywa się troszkę trudno. Na jej sukni jest sporo mieszanych kolorów, to ulubiony sposób Heritage na skomplikowanie nieco pracy hafciarkom. Ja akurat się do tego przyzwyczaiłam, zresztą w mieszaniu nici i tak nikt nie pobije firmy Dimensions, ale w przypadku Amelii nie jestem pewna, czy ten zabieg był w pełni uzasadniony. Wiecie, oko mam wyrobione, w końcu patrzenie i wyłapywanie szczegółów to mó zawód (ha, teraz pewnie będziecie się zastanawiać, co robię zawodowo:D), ale w wyszytym już fragmencie sukni Amelii nijak nie widzę różnicy między poszczególnymi odcieniami. Psioczę nawet, że ludzkie oko ich nie wychwytuje.
I jeszcze o samej mojej technice wyszywania. Od zawsze haftuję plamami kolorów, tzn. wybieram jeden odcień, najczęściej ciemny albo taki, który tworzy na schemacie wyraźną, łatwą do wyszycia plamę i lecę. To daje mi doskonałe punkty odniesienia, łatwiej jest później uzupełniać to kolejnymi kolorami. Mam też zasadę, że aby umilić sobie wyszywanie, od momentu zaczęcia danego obrazka staram się nie oglądać zdjęcia gotowego już wzoru. Dzięki temu radość z chwili, gdy z płótna wyłaniają się powoli elementy krajobrazu i detale jest podwójna. Dlatego ucieszyłam się, gdy wyszyłam Amelii jej niebieskie spojrzenie. Teraz nie mam wyjścia, muszę skończyć szybko ten obrazek, Amelia już bowiem żyje i patrzy mi na ręce.
A przy okazji - to nieprawda, że koty nie lubią wody. Mój uwielbia! W upały wystarczy pokazać Wisience miseczkę z wodą i zamachać przed nosem jej szczotką do wyczesywania sierści i już kot leży do góry brzuchem i każe się wyczesywać. Na mokro. Po paru minutach mam przed sobą okazałego i szczęśliwego mokrego kota. Na upały - idealne! Tak wygląda mokrawy kot :)

4 komentarze:

  1. trzymam kciuki za Ciebie i Amelie :) Sliczny mokrawy kotek

    OdpowiedzUsuń
  2. U nas czesanie kota gumową rękawicą z wypustkami to codzienny, wieczorny rytuał. Bez tego kot nie idzie spać ;)

    OdpowiedzUsuń