sobota, 7 lipca 2012

Pułtusk i pasmanteria

Dzisiaj upał wygnał mnie i Martę z domu i kazał zawędrować do Pułtuska. Nigdy wcześniej tam nie byłyśmy, a że tropimy ostatnio zamki na Mazowszu, postanowiłyśmy wsiąść w autobus i pojechać. Wysiadłyśmy w ostatniej chwili, bo okazało się, że autobus nie zatrzymuje się na dworcu, tylko przejeżdża koło niego:D Mało brakowało, a pojechałybyśmy do Olsztyna:D Nic to, w każdym razie polecam każdemu mieszczuchowi wizytę w świecie bez Zary i kawy z sieciówek. Pułtusk to przesympatyczne miejsce z jeszcze sympatyczniejszymi mieszkańcami. Nieduże, kompaktowe wręcz, ale urokliwe. Gdy jedziemy gdzieś "w Polskę", zawsze staramy się wspierać lokalne biznesy, więc był i pyszny obiadek nad Narwią i zwiedzanie muzeum w wieży ratusza (zajrzyjcie tam koniecznie, bilet TYLKO 4 zł!!!, a przedmiotów codziennego użytku /w tym igieł, hi hi/, z wykopalisk mnóstwo. Były nawet plansze z wykrojami średniowiecznych elementów stroju i kawał filcowanej wełnianej tkaniny). Pozdrawiamy młodziutkiego pana przewodnika, którzy uznał nas za swoje rówieśnice, bo pod koniec zwiedzania byliśmy już na "ty" i mówił nam "dziewczyny". No cóż, dobrze się trzymamy :D W kawiarni równej mi wiekiem na pułtuskim Rynku były lody, kawka i pogawędka z miłą rodzinką, która w tempie ekspresowym pokierowała nas na dworzec, bo zbliżała się burza. Tutaj parę fotek Pułtuska, strasznie fajne budynki tam stoją, nie miałabym nic przeciwko zamieszkaniu tam.








Zbliżająca się burza, do dworca zdążyłyśmy dojść suchą stopą:
Nie byłabym sobą, gdybym nie znalazła maleńkiej i urokliwej pasmanterii przy ul. Piotra Skargi. Mają komplet muliny Anchora i Ariadny, duuuuużo taśm, tasiemek, była fajna bawełniana lamówka z kolorowej bawełny i różne guziczki.


1 komentarz:

  1. Ciekawa wycieczka i pasmanteria!

    Świat bez Zary i kawy z sieciowek można mieć i w stolicy. ;-)

    OdpowiedzUsuń