sobota, 18 maja 2013

Miłe nicnierobienie

Czy rzeczywiście nicnierobienie? Ha, nie do końca. Przez kilka godzin konsultowałam bowiem z osobą znającą się na lidze NHL różne niuanse, potrzebne mi do nowej pisaniny. Na szczęście mam pod ręką prawdziwego eksperta od hokeja, więc gdy już wszystkiego się dowiedziałam, usiadłam i zaczęłam pisać. I jak się okazało, mam wenę raczej na sceny z baletowe, a nie hokejowe sceny, więc przez pół dnia grała mi w domu muzyka z baletu Giselle na przemian z Kopciuszkiem, a ja bazgroliłam. Jak ja kocham mój edytor tekstu, dzielę rozdziały na TORONTO i STAROMIEJSKA i wiem, gdzie aktualnie znajdują się moi bohaterowie. Inaczej pogubiłabym ich na amen :D

A teraz, zmotywowana przez pewną osobę, wyciągnęłam tego oto UFO-ka i może trochę powyszywam. Ale najpierw kawka, która podobno już się robi i zaraz zostanie mi podana pod nos:D

5 komentarzy:

  1. Czyżbym to ja była tym motywatorem? ;-) Ciekawe która pierwsza skończy swojego Claytona. Robimy zaklady? :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O co się zakładamy? O sernik w Charliem czy kawkę w Starbuniu? :D Najgorsze, że gdzieś wsadziłam dolną część schematu, dziś będę go szukała.

      Usuń
  2. Piekny zestaw :) Czekam na efekty pracy...

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzieło wygląda na pracochłonne. Coraz bardziej ciekawa jestem twojej książki.:)

    OdpowiedzUsuń
  4. nie nazwałabym tego haftu łatwymm, ale efekt będzie piękny

    OdpowiedzUsuń