sobota, 29 czerwca 2013

Mydło o zapachu mirry

Mamy końcówkę czerwca. A jakoś tak utarło się, że zawsze w któryś czerwcowy weekend robię mydło. Dziś odpakowałam ostatnie mydełko robione kilka miesięcy temu i wyłożyłam przy umywalce i tak mnie naszło - trzeba zrobić nową porcję mydła.

Kuchnia już posprzątana, zmywarka pracuje, domywając wszystkie zabrudzone podczas twórczej pracy naczynia, a ja niecierpliwie czekam, aż minie kilka dni i szarobury kolor masy się ustabilizuje, skończą zachodzić wszystkie reakcje chemiczne. Z kolorem bowiem bywa tak, że na obecnym etapie nigdy nie jestem w stanie przewidzieć, jaki wyjdzie. Trochę humor popsuł mi widok tej szarej masy widocznej w drewnianej formie, ale z doświadczenia wiem, że zamierzony kolor zaczyna "wychodzić" dopiero gdy masa ostygnie, więc póki co płakać nie mam zamiaru.

To mydełko zrobiłam z masła kakaowego, wosku pszczelego i oleju słonecznikowego, zapach - olejek mirrowy. Na wierzchu, dla eksperymentu, posypałam całość odrobiną mineralnego cienia do powiek. Zobaczymy, co z tego wyjdzie:)



3 komentarze:

  1. Zaskoczyłaś mnie! Koniecznie pokaż efekt końcowy.:)

    OdpowiedzUsuń
  2. też jestem ciekawa efektu ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Również czekam na efekt końcowy:) ręcznie robione mydełka są cudne!

    OdpowiedzUsuń