niedziela, 30 czerwca 2013

Niedziela w Kazimierzu Dolnym

Dzisiejszy dzień upłynął nie pod znakiem pisania drugiego tomu przygód przyjaciółek ze Staromiejskiej (chociaż jeszcze w czwartek takowy miałam zamiar), a na krótkim wypadzie do Kazimierza Dolnego. Zdjęć zrobiłam maleńko, jakoś ostatnio pasja fotografowania mi zmalała, więc nie ma co pokazywać. Było fajnie i niestety tłoczno, a co mnie zaskoczyło na totalny minus - w czekoladziarni, w której usiedliśmy, wolno było palić! Serio, ustawa antynikotynowa obowiązuje, a na stoliczkach jak jeden mąż popielniczki i oczywiście kopciuchy korzystały z tego "udogodnienia" do woli. Ja z frakcji totalnie niepalących i skończyło się potwornym bólem głowy:/ A szkoda, bo kawka i tort różany były cudowne, byłyby jeszcze fajniejsze bez tego smrodu wokół...

Nie obyło się bez małych zakupów w jednej z galeryjek. Ponieważ wystawione obrazy nijak nie obudziły we mnie żądzy posiadania, kupiłam sobie taką oto mini-klateczkę. Mam zamiar hodować w niej kota... tfu, wróć, za mała na mojego kota;) Oregano w doniczce tam wstawię!


3 komentarze:

  1. Śliczna klateczka, a widoczek na pierwszym zdjęciu niemal jak z Chorwacji :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Śliczna klateczka :)
    W Kazimierzu byłam ostatni raz... hmmm... naście lat temu :P Pamiętam, że mi się podobało, ale też było strasznie tłoczno.

    OdpowiedzUsuń
  3. Śliczną klatkę udało ci się zdobyc ,

    OdpowiedzUsuń